breathing air of Sicily
26.05.2008 - 26.05.2008
28 °C
Zostawiwszy Babcię i rodzinę w domu, udaliśmy się daleko od zgiełku miast na północną stronę Etny w rejon apelacji IGT Sicilia. Pnąc się krętymi drogami przez Linguaglossa gdzie wszystko łącznie z uliczkami zrobione jest z lawy, aż do Castiglione di Sicilia gdzie oficjalnie mieści się najbardziej znana winnica apelacji czyli Cottanera. Oczywiście Cottanera nie mieści się w Castiglione i tu nikt nie ma pojęcia gdzie jej szukać. Ruszyliśmy kierując się intuicją. Po drodze mijaliśmy dziesiątki małych winnic, w których obiecywaliśmy sobie postój w drodze powrotnej. Krążąc już ponad godzinę nie bardzo mieliśmy pojęcie gdzie się znajdujemy i wtedy trafiliśmy na dużą Cantine, czyli miejsce produkcji boskiego napoju. Okazało się że firma dopiero się buduje... już mieliśmy sobie pojechać dalej, gdy przyjechali właściciele owej budowy, którzy zaprosili nas na następny sezon, jak już otworzą. Oni wiedzieli o czym mówimy i choć to konkurencja, dokładnie wytłumaczyli nam jak znaleźć Cottanere. Niestety znowu niewypał. Nie ma ani śladu po winnicy. Kolejny postój i pytanie o drogę. Facet już skończył tłumaczyć po włosku, Goch zrozumiała, i już na odchodnym on pyta czy mówimy po niemiecku. Na twarzy Go pojawił się uśmiech od ucha do ucha. Pan okazał się być Szwajcarem z włoskiej części tego państwa. Mówi więc po włosku i powiedzmy że po niemiecku. Pojechaliśmy za nim i po 15 min już byliśmy w upragnionej winnicy.
Cottanera to posiadłość położona wśród wzgórz, przed miasteczkiem Moio Alcantara, jeśli jedzie sie do niego drogą prowadzącą przez Linguaglossa w kierunku Randazzo http://mapy.google.pl/ haslo: cottanera.
Niestety maj to nie miesiąc zbiorów, w winnicy zastaliśmy więc jedynie ciszę, spokój i maleńkie gronka dojrzewające na pobliskich stokach. Nie omieszkaliśmy odwiedzić piwniczki
nasz wybór padł na Grammonte rocznik 2005 - 100%Merlot, Sole di Sesta rok 2003 - 100% Syrah, oraz Barbazzale rocznik 2006 - 90% Nerelle Mescallese 10% inne szczepy. Na odchodne miły Szwajcar wskazał nam jeszcze drogę do wąwozu rzeki Alcantara. Po odpoczynku i spaghetti z wielkimi krewetkami w miejscowej Trattorii udaliśmy się w dół do wąwozu. Paru turystów, ale oczywiście nikt oprócz nas nie wlazł po pachy do wody żeby podziwiać niezwykłe formy skalne wzdłuż koryta rzeki.
Woda w rzece lodowata i mimo tego Go zaatakowała cała masa wielkich dwu milimetrowych pijawek, co oczywiście zakończyło się prawie atakiem paniki
Woda lodowata, ale zabawa przednia. Polecamy!
Po wyschnięciu postanowiliśmy wrócić przez Linguaglossa, bo czasu do wieczora mało, a jeszcze mieliśmy ochotę odwiedzić jakąś winnicę. Zupełnym przypadkiem zatrzymaliśmy się przy wielkiej plantacji Buca, może ze względu na klimatyczną bramę
Okazało się że właściciel hoduje najlepsze winogrona na sprzedaż do większych winiarni, a sam ma tylko produkcję na własny użytek. Bardzo miły człowiek, postanowił pokazać nam swoją posiadłość, fantastyczną włoską willę, ogromną plantację winorośli, którą zajmuje sie stary ogrodnik, doglądając każdy krzaczek osobno. W cieniu wielkiego drzewa ucięliśmy sobie włosko-migową pogawędkę o życiu degustując swojskie wino gospodarza. Bilans wizyty: poznanie całej rodziny, miska świeżo zerwanych czereśni, spora butelka wina na drogę i niezapomniane wrażenia.
Wysłane przez trp 26.05.2008 13:43 Kategoria Włochy Tagged family_travel Komentarze (1)



Oczywiście ktoś, kto mieszka obok winnicy nie ma pojęcia, że ona tam jest więc pytanie o drogę spowodowało że odwiedziliśmy większość winnic w rejonie Pachino.
W końcu z kilkoma butelkami świeżutkiego trunku wróciliśmy do domu... Prosto na właśnie odbywające sie a Auguscie święto patrona Santo Domenico. A potem ... długo by opowiadać 




A temperatura wody przez tubylców oceniana jako zdecydowanie chłodna, przewyższa z pewnością najwyższą temperaturę Bałtyku w środku lata..

Mimo ze maj i pogoda niezbyt stabilna, mijaliśmy mnóstwo niemieckich turystów, którzy swoim kwadratowym językiem zakłócali nasz blogi spokój. Również zwiedzający z innych stron Europy i Świata wybrali sie tu w ten wydawałoby się przypadkowy dzień. Ale my niestrudzeni przebijaliśmy się dalej, w stronę Porta Catania, a po drodze: obowiązkowo porcja włoskich lodów i espresso na ożeźwienie umysłu a następnie wizyta w cukierni z przeogromnym wyborem przepysznych ciasteczek- w ruch poszły ciasta pistacjowo-migdałowe i babeczki wypełnione masa czekoladowo-pomarańczowo-migdałową! mniam!!!
Przez Rzymian został zaadoptowany na potrzeby areny do walk gladiatorów.




